

| Brak wydarzeń |
| 22 Maja 2012 |
| Wtorek |
| Imieniny obchodzą: Emil, Helena, Jan, Julia, Krzesisława, Rita, Wiesław, Wiesława, Wisława |
| Do końca roku zostało 224 dni. |






![]() | dzisiaj | 247 |
![]() | wczoraj | 2399 |
![]() | ten tydzień | 4854 |
![]() | poprzedni tydzień | 17504 |
![]() | ten miesiąc | 56114 |
![]() | poprzedni miesiąc | 66073 |
| O dyrektorze Sajdku i dyrektorze M. Biały |
|
|
|
| Wpisany przez Kazimierz Balawejder |
|
„Nie poradzi tu żaden protokół surowy, Żadne ceremoniału rygory niezłomne: Protokół serca głosi, że w ten dzień kwietniowy Dozwolony jest spacer samotny – w kraj wspomnień”
Julian Tuwim
Kiedy wybieram się w podróż sentymentalną „ w poszukiwaniu straconego czasu”, widzę i słyszę „ pola zielone” mojej rodzinnej Markowej, blaski młodości „ górnej i chmurnej – gimnazjalnego Łańcuta oraz akademickiego Krakowa, a także przestrzeń „ wieku męskiego” - Stalową Wolę. Parafrazując słowa poetów, nie nazwę za Mickiewiczem okresu męskiego – wiekiem klęski, ponieważ skłamałbym, jednocześnie narażając się najbliższej rodzinie/ czytaj żonie.
Właśnie w Stalowej Woli – drugiej po Markowej miejscowości rodzinnej – oraz szkole, w której spędziłem pół życia, pragnę poświęcić kilka ciepłych słów. Obchodzimy właśnie 70 - lecie powstania miasta oraz szkolnictwa zawodowego. Jeszcze w 1973 roku, kiedy tu przybyłem, w budynku przy ul. Hutniczej 17 istniały dwie szkoły – zasadnicza szkoła zawodowa, której dyrektorował mgr Michał Mika i technikum mechaniczne pod wodzą mgr Mieczysława Sajdka. Ten ostatni – w 1975 roku – został szefem połączonych obu placówek czyli Zespołu Szkół Zawodowych. Cóż to był za dyrektor? Szanowali go zarówno nauczyciele jak i uczniowie. Potrafił być jednocześnie przełożonym i przyjacielem, wymagającym pedagogiem i dobrotliwym ojcem. Mówi się o dyrektorze Sajdku, że wymagał od uczniów ogromnej dyscypliny, pełnego umundurowania, krótkich włosów i umiejętności gry na instrumentach dętych. Mało kto jednak wie, że niektóre matki do dziś wspominają, jak dyrektor bronił uczniów i nie pozwalał ich skrzywdzić. Potrafił hospitować „ podejrzanego” o tendencyjność nauczyciela i dyskretnie udowodnić mu, że wystawiona ocena jest niesłuszna. Nigdy przy tym nie naruszył godności pedagoga i ucznia. Dyrektorze, „gdy Cię wspominam, oczy mam pełne łez”, chciałoby się powiedzieć za Julianem Tuwimem. Lubiłem Go, dlatego, że zanim mnie przyjął do pracy, kazał mi się ostrzyc; za to, że gdy podpadłem, mówił mi „ panie magistrze”, bo wtedy wiedziałem, że trzeba zasłużyć sobie, żeby znowu powiedział po imieniu, „ gdzie ten grzeczny Kazio, co zarżnął ciocię?”. Kiedy palę znicz na grobie dyrektora Sajdka, spoglądają na mnie z fotografii Jego przenikliwe, bystre oczy. Pamiętam mądrość szefa, popartą ogromną wiedzą i niesamowitym oczytaniem. Chociaż był fizykiem z wykształcenia, to charakter miał humanisty.
Było czasem wesoło w naszej szkole. Tarnobrzeskie kuratorium przeprowadzało okresową wizytację szkoły. Trwała ona około miesiąca i kończyła się podsumowaniem / podobnie zresztą jest i dziś/. Familiarne stosunki między wizytatorami i dyrekcją sprawiły, że w czasie imprezy pożegnalnej, w gabinecie jednego z zastępców, dwaj wizytatorzy tańczyli na krześle w rytm muzyki szkolnego akordeonisty – chałupnika – i nie spadli!. A dzisiaj się mówi, że tylko przed wojną ludzie mieli mocne głowy.
Na drugim miejscu, po dyrektorze wymienię panią mgr inż. Monikę Biały – wieloletnią wicedyrektor, a później dyrektor szkoły. Do dziś jestem pełen podziwu dla Jej pedantyczności. Wszystko zaplanowane, poukładane, zrealizowane i zapisane. Żałuję, że nie byłem jej uczniem, bo z pewnością nie pisałbym teraz wspomnień, tylko ukształtowany na słynnych „ belkach”, obliczałbym na przykład wytrzymałość konstrukcji. / Jeśli coś tu fachowo pogmatwałem, to bardzo przepraszam pani Moniko/.
Przypomina mi się taka anegdota. Oto pani Monika, jako debiutujący dyrektor szkoły, uczestniczy w konferencji zorganizowanej przez kuratorium w Tarnobrzegu. Obok niej, przy stole siedzi stary dyrektor z Niska. Pani Biały skrzętnie notuje każde słowo prelegenta w swoim grubym kajecie, a sąsiad drzemie.
Pani Monika zawsze była i do dziś pozostała piękną kobietą. Ale tak to już jest, kiedy jedni jedzą wyszukane „kiełki” i katują się wyszukaną dietą, a inni „ walą wódę” pod mineralną.
O jednym jeszcze przyjacielu muszę wspomnieć. Mgr Andrzej Skrzyński – nauczyciel fizyki, opiekun szkolnego klubu PTTK – człowiek oczytany i uzdolniony, ale nie zawsze szczęśliwy. To Ty Andrzeju sprawiłeś, że pokochałem rajdy i góry. Ty umiałeś słuchać muzyki z „ Ojca Chrzestnego”, kiedy w duszy coś łkało. Ty miałeś hrabiowski gest podnoszenia z estymą kobiecej ręki do pocałunku. Ty nauczyłeś mnie pić kawę wtedy, gdy jej brakowało. Ty ..... odszedłeś nagle, dziwnie i całkiem niepotrzebnie......
Szkoła przy Hutniczej - powtórzę raz jeszcze – to całe moje dorosłe życie. Ci, których wspomniałem stanowią cząstkę wielości. Miałem szczęście, że na swej drodze zawsze spotykałem ludzi godnych szacunku. Jeśli byli inni, to tylko dlatego, że byli ofiarami własnych kompleksów i niepowodzeń życiowych, a winnych poszukiwali wśród tych, którym się coś w życiu udało. Mogę im tylko współczuć. |
Szkoła na Facebooku |
Najnowsze informacje
|
||||